1 miesiąc temu

Służyć, żeby przewodzić.
O to chodzi w przywództwie służebnym. Dziś zaufanie do liderów jest kruche. Skandale, polityczne zapędy, wrażenie, że elity grają głównie pod siebie. Jednocześnie praca się zmienia. Zdalnie. Cyfrowo. Szybko. Sama władza z tytułu już nie wystarczy. Trzeba czegoś więcej niż rozkazy z góry. Trzeba kogoś więcej niż zarządcy.

To jak to jest z tym przywództwem służebnym?

O co w tym wszystkim chodzi? Skąd ta idea?

Robert Greenleaf napisał esej „Sługa jako przywódca” w roku 1970. Prosta myśl. Najpierw chcesz służyć, a dopiero potem decydujesz się przewodzić. Jeśli dzięki tobie ludzie stają się mądrzejsi, bardziej samodzielni i gotowi służyć innym, to znaczy, że robisz to dobrze. W tle jest też literatura. Hesse i jego „Podróż na Wschód”. Bohater Leo. Sługa, który okazuje się prawdziwym liderem.

Przywództwo służby to przede wszystkim uważność wobec ludzi, empatia i wzmacnianie ich wszędzie tam, gdzie to możliwe. Nie tylko tam, gdzie opłacalne. Służenie innym to przekonywanie zamiast przymuszania. W efekcie końcowym sprawia, że wywalamy do kosza zarówno kij, jak i marchewkę, bo ramię w ramię realizujemy wspólny cel. To wszystko opiera się na fundamencie odpowiedzialności za ludzi, inwestowaniu w ich rozwój i budowaniu wspólnoty. Na koniec dnia okazuje się, że te wszystkie miękkie kompetencje są bardzo twarde.

Co mówią praktycy? Stephen Covey zauważa, że na szczycie wielkich organizacji często stoją służebni liderzy. Simon Sinek przypomina, że przywództwo to troska o ludzi, a nie samo bycie u władzy. Ken Blanchard odwraca piramidę. Szef pracuje dla ludzi, nie ludzie dla szefa. Tony Hsieh z Zappos pisał, że rola menedżera to usuwać przeszkody. Herb Kelleher z Southwest Airlines traktował pracowników jak największy skarb firmy. Satya Nadella w Microsoft stawia empatię w centrum innowacji. John Maxwell powtarza, że ludzi nie obchodzi, ile wiesz, zanim nie zobaczą, jak bardzo ci zależy. To nie są ozdobniki. To praktyka.

Jak to wygląda w realu?

Google słucha ludzi i daje przestrzeń na pomysły. Toyota daje prawo zatrzymania linii każdemu pracownikowi. To zaufanie i odpowiedzialność w jednym. Southwest konsekwentnie stawia ludzi przed zyskami, i zyski rosną. Starbucks dba o dobrostan zespołu, bo wtedy klienci czują różnicę. SAS Institute tworzy warunki pracy, w których ludzie chcą zostać na lata. Patagonia patrzy szerzej. Służy społeczności i planecie. To też forma służby.. W Mayo Clinicdobro pacjenta i dobro personelu idą razem. Zespoły leczą wspólnie. Głos pacjentów i pracowników jest słyszany.

Kultura opiera się na zaufaniu i ciągłym uczeniu się. Wyniki mówią same za siebie. Innymi słowy, służący lider koordynuje i inspiruje. Nie gra pierwszych skrzypiec dla samej chwały. Właśnie dzięki temu ludzie chcą z nim współpracować i mu ufają. Taki sposób pracy liderskiej to przede wszystkim większe zaangażowanie, niższa rotacja i lepsza współpraca. Przywództwo służebne zwraca się także w postaci większej liczby innowacji i lepszej obsługi klienta. Jednym słowem: zdrowa kultura się opłaca. Finansowo też.

Oczywiście nie zawsze jest tak różowo.

Zmiana mentalności nie dzieje się w jeden dzień. Budowanie zaufania wymaga czasu. Empatyczny szef może być przez chwilę postrzegany jako słabszy. Decyzje bywają wolniejsze, gdy włączasz ludzi w proces. Jest też ryzyko wypalenia, jeśli lider zapomina o sobie. Trzeba umieć wyznaczać granice i brać odpowiedzialność. Służyć i wymagać.

Twardo w sprawie, miękko wobec człowieka.

Taka przemiana jest dziś szczególnie ważna. Cyfrowa transformacja spłaszcza hierarchie. Młodsze pokolenia oczekują partnerstwa, feedbacku i sensu. Stare zarządzanie strachem nie działa. Ja sam tego doświadczyłem. Kiedyś usłyszałem takie zdanie: „Marcin, musisz poprawić wyniki, bo jak nie, to wiesz.” Moja odpowiedź była spontaniczna. Może nawet za bardzo. „Rozumiem, że jak nie poprawię wyników, to mnie zwolnisz. Tak? To mnie zwolnij. Lepiej zamiast mnie straszyć, przyjrzyj się planowi naprawczemu i pomóż mi go zrealizować.”To było jakieś piętnaście lat temu i wywołało burzę w zarządzie tej firmy, bo ktoś miał odwagę powiedzieć na głos, co myśli.

Dziś młode pokolenia mają tę odwagę i coraz częściej z niej korzystają. Dlatego spada zaufanie do instytucji. Ludzie chcą przejrzystości i etyki. Lider służebny łatwiej odbudowuje wiarygodność, bo najpierw dba o ludzi, a potem o własną narrację. Media społecznościowe obnażają fałsz w kilka godzin. Autentyczność to nie ładne hasło. To warunek przetrwania.

Jest jeszcze wątek sztucznej inteligencji. Im więcej zrobią maszyny, tym bardziej liczy się to, co ludzkie. Empatia. Zdrowy rozsądek. Zdolność łączenia ludzi wokół sensu. Lider przyszłości nie traci ambicji. Zmienia sposób dochodzenia do celu. Nie pcha zespołu na siłę. Otwiera mu drogę.

Podsumowując. Przywództwo służebne nie jest naiwne. Wymaga charakteru, konsekwencji i odwagi. Działa najlepiej tam, gdzie jest zaufanie i dojrzałość. Czasem trzeba podjąć szybkie decyzje, a czasem lepiej zbudować konsensus. Kluczem jest transparentność na wszystkich poziomach: wartości, postawy, komunikacji, zachowań i celów.

Jak budować przywództwo służebne? Od siebie.

Porozmawiajmy przy kawie

Zostaw swój numer!
Oddzwonię najpóźniej w kolejnym dniu
i porozmawiamy.

Możemy też
spotkać się on-line

Obowiązują: polityka prywatności
oraz regulamin

Marcin Kot zaprasza na kawę